Dzisiejszy dzień nie zaczął się jakoś szczególnie zajebiście.
Przede wszystkim musiałam wstać 1,5 godziny wcześniej, niż zwykle, co dotkliwie boli takiego zatwardziałego śpiocha, jak ja.
No a jak mam wstać wcześniej – to oczywiście przez calutką noc co chwilę nerwowo się budzę i nie wynagrodzą mi tego sny osadzone mocno w realiach serialu „Dark”, którego 2 sezon żarłocznie oglądam przed zaśnięciem.
I tak do kitu z takim spaniem.
Poza tym powód tego zrywania się w środku nocy też był taki se – mammografia. Raz – trochę się dygam o wynik, dwa – ostatnio pan, wykonujący owo badanie tak solidnie się do niego przyłożył, że miałam wrażenie, iż mój biedny cycek został totalnie zmiażdżony i spłaszczony, bez szans na powrót do normalnych kształtów. No i autentycznie bolało.
Dziś trafiła mi się miła młoda babeczka, też się solidnie przykładała, ale niemal bezboleśnie.
A potem czekały mnie już wyłącznie przyjemności.
Zaplanowałam sobie bowiem, że wpadnę na oddział Chemioterapii Dziennej pożegnać się z Cudownym Pielęgniarskim Personelem i podziękować za 2 lata znoszenia mojej niepunktualności, moich niepokornych żył, ale przede wszystkim mojego nieogarnięcia.
Przeca za każdym razem wpadałam z obłędem w oku, nietomna z niewyspania i stawałam na środku poczekalni jak ta ostatnia sierota, czekając, aż mnie ktoś poprowadzi za rękę.
I te cudowne dziewczyny to robiły.
Z uśmiechem przypominały o numerku z automatu przy drzwiach i żeby na jednym się podpisać, zabierały ten numerek z mojej łapy i zanosiły do gabinetu lekarza.
I niemal chodziły za mną 💙
„Ma już Pani wenflon? Nie? To zapraszamy na fotelik 🙂 „
„Proszę odczekać kwadrans, posiedzieć sobie tutaj, a potem wypuścimy Panią do domu 🙂

Kochane Panie Pielęgniarki walczyły cierpliwie z moimi zrostami żył, a wkłuwały się bezboleśnie i bez śladu. Dopytywały się co chwilę, jak się czuję i czy wszystko OK. Zagadywały i chętnie słuchały moich opowieści. Kibicowały każdemu nowemu włoskowi na mojej łysej głowie, a później każdej kolejnej szalonej fryzurze.
Pani Ania zawsze wypytywała o porcelanę, o nowości w mojej kolekcji. Śledziła blogowe wpisy a potem, podczas moich szpitalnych wizyt zwierzała się, które z moich zdobyczy zrobiły na niej największe wrażenie. A ja nawet nie czułam wkłucia.
I teraz, gdy podczas kolejnego etapu leczenia moje wizyty na Garncarskiej będą się odbywać w zupełnie innej części budynku – będzie mi tych cudownych kobiet niesamowicie brakować.
Będzie mi brakować Pani Anity, jej rzeczowego, żołnierskiego, a przecież niezwykle ciepłego i pełnego zrozumienia traktowania pacjentów… jej cierpliwości w podawaniu wszelkich szczegółów i sztuczek, by chemioterapia mniej dawała w kość. Będę tęsknić za babeczkami z personelu pomocniczego – przemiłymi i uczynnymi kobietami.
I za wszystkimi, wszystkimi tymi kobietami, których imion nie pamiętam (przepraszam!) a które uczyniły 2 lata mojego chorowania i zdrowienia znacznie łatwiejszymi, przyjemniejszymi, często zabawnymi. Najcudowniejszym babeczkom pod słońcem.
Najlepszym pielęgniarkom na świecie.

Dziękuję, jeszcze raz dziękuję! 💙💙💙

PS.

Fotkę ukradłam z oficjalnej strony szpitala, Pani Ania trzecia z lewej, Pani Anita zaraz za nią w czarnym tiszercie. 🙂

więcej w tej kategorii: https://drzoanna.wordpress.com/category/po-raku/

2 uwagi do wpisu “Pożegnanie z Chemią Dzienną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s